Wielu z nas pędzi przez życie wypełnione presją i ambicjami. Chętnie gromadzimy materialne nagrody, lekceważąc karmienie i integralność duszy. Jednak cały ten pośpiech nie pomoże nam uciec przed głęboką, często nierozpoznaną potrzebą, by odczuwać pocieszenie duszy.
Jako jednostki i jako społeczeństwo musimy kopać dostatecznie głęboko, by ponownie dotknąć żyznej gleby – tak głęboko, by ponownie dotrzeć do zyznej gleby- tak głęboko, aby znaleźć przejaw natury, do pustyni. Tam właśnie zostaje uzdrowiona dusza.
Tam możemy jednoczyć duszę i ciało.
Niestety społęczeństwo nie pozwala nam, na wyrażenie bardziej dzikiej, instynktownej strony naszej natury – naszego duchowego i uduchowionego „ja”
Społęczeństwo nie zachęca nas również do badania możliwości , jakie wypływają z jedności ciała i duszy. W następstwie mogą się w nas tworzyć negatywne i sfrustrowane formy sił duchowych. A duchowa frustracja może przejść w chorobę.
Choroba to sposób, w jaki ciało próbuje nam coś przekazać. Kiedy chorujemy, nasze ciało mówi: „Nie słuchasz. Nie zwracasz uwagi. Nie uczysz się tego, co powinieneś wiedzieć. Mam zatem zamiar pomóc ci poznać tę lekcję”
Trzeba wejrzenia w siebie, aby skonfrontować sie z własną duszą, a jeśli ktoś zdecyduje się spojrzeć wgłąb siebie, może zacząć się zmieniać, wyrastać z choroby , którą nieświadomie w sobie utworzył. Decyzja ta jest niełatwa, bo oznacza zmierzenie się oko w oko z własnym lękiem. I nie jest to spotkanie salonowe.
Istnieje narzędzie, które może osłabić szok prawdy objawionej nam o sobie. Narzędzie to, to modlitwa. Modlitwa dzień po dniu dodaje nam mądrości w docieraniu do ducha. Ma ona wiele różnorodnych form, z medytacją włącznie.
Osobiście codziennie medytuję, skupiając się i zaznajamiając ponownie z sensem duszy. Przez medytację rozumiem po prostu spokojne siedzenie, z dala od zwykłych rozproszeń. Pozwalam, by myśli przepływały swobodnie przez mój umysł, nie koncentrujac się na nich, aż docieram do cichego miejsca w sobie.
Choć pomysł jest prosty, trudno go wykonać; wymaga praktyki.Jeśli jednak macie dość uporu, aby dotrzeć do tego cichego miejsca i osiągnąć spokój, spotkacie się z własną duszą.
Jednak nie wystarczy tylko wiedzieć coś na temat wykorzystania medytacji i innych narzędzi w celu uzyskania dostępu do duszy i jej karmienia ; trzeba tę wiedzę wcielić w życie. Najprościej praktykować ją przez modlitwę. Możemy to robić po prostu siedząc na trawie, oparci o pień drzewa, albo nad oceanem, albo gdzieś w górach, albo w parku.
Słuchając bicia serca Matki Ziemi, wchodzimy do miejsca spokoju i szczęścia w naszych włąsnych sercach.
od tej chwili dokonujemy własnej ceremonii . Sięgając głęboko do wnętrza Ziemi, przyprowadzamy nasze dusze do miejsca pocieszenia i pokoju.
POINTA nr 1
Modlitwa i medytacja nie są dwiema drogami, lecz dwoma słowami opisującymi ten sam ruch serca — powrót do ciszy, w której Bóg mówi pierwszy. To nie nazwa tworzy głębię, lecz obecność.
POINTA nr 2
Nazwy mogą nas dzielić, ale cisza zawsze nas jednoczy. Czy nazwę to modlitwą, czy medytacją — wchodzę w to samo miejsce: tam, gdzie serce słucha.
POINTA nr 3
Nie rozróżniam ich na siłę. W praktyce są sobie bliższe, niż chcielibyśmy przyznać.


Dodaj komentarz