Can You Hear Me
Czym jest wellness? Mój mały manifest
Objawienie niedzielnego poranka
Długo myślałam, że wiem, o czym powinien być blog o wellness.
O zdrowiu. O dobrym odżywianiu. O tym, jak schudnąć, jak lepiej spać, więcej się ruszać i rozsądniej o siebie dbać.
Wszystko to jest ważne.
Tylko pewnego niedzielnego poranka przyszło mi do głowy znacznie trudniejsze pytanie:
czym właściwie jest owo „dobrze”, do którego tak usilnie próbujemy dojść?
Bo przecież człowiek nie jest samym ciałem.
Nie jesteśmy wynikami badań, liczbą kilogramów ani sumą kroków wykonanych w ciągu dnia.
Mamy pamięć.
Mamy ciekawość.
Mamy ludzi, których kochamy.
Mamy rzeczy, których się boimy.
Mamy w sobie miejsca, o których nikomu nie opowiadamy, i inne, o których chcielibyśmy mówić bez końca.
Niesiemy przeszłość. Czasami bardzo ciężką.
I nadal potrafimy pewnego ranka pomyśleć:
chciałabym się jeszcze czegoś nauczyć.
Pozostać po swojej stronie
Może więc wellness wcale nie oznacza ciągłego dobrego samopoczucia.
Nie wierzę już w życie, w którym każdego ranka wstajemy wypoczęci, pełni energii, wdzięczni światu i gotowi wypić zielony koktajl.
Czasami człowiek choruje.
Czasami się boi.
Czasami nie ma pieniędzy.
Czasami nie ma siły się uczesać.
Czasami trzeba bardzo długo wracać do siebie.
A jednak gdzieś po drodze można nauczyć się rzeczy niezwykle ważnej:
nie opuszczać samego siebie.
Być po swojej stronie także wtedy, kiedy nie jesteśmy najlepszą wersją siebie.
Może to właśnie jest wellness.
Nie doskonałość.
Nie nieustające szczęście.
Życzliwa obecność przy własnym życiu.
Ciało również ma głos
Nie chcę przez to powiedzieć, że ciało jest nieważne.
Przeciwnie.
Czasem bardzo brutalnie przypomina nam o swoim istnieniu. Choruje, boli, słabnie. Domaga się leczenia, odpoczynku, jedzenia, snu.
Trzeba go słuchać.
Ale troska o ciało nie może być karą wymierzaną sobie za to, że nie jesteśmy wystarczająco szczupli, sprawni albo młodzi.
Chciałabym uczyć się troski innego rodzaju.
Nie:
muszę się naprawić.
Raczej:
chcę się sobą zaopiekować.
To ogromna różnica.
Drugi człowiek
Myślę też, że jednym z najważniejszych elementów dobrostanu jest drugi człowiek.
Nie ktoś, kto nas naprawi.
Nie ktoś, komu zawiesimy na szyi własny kamień młyński i poprosimy, żeby odtąd niósł go za nas.
Po prostu ktoś, przy kim możemy na chwilę ten kamień położyć na ziemi.
Usiąść.
Odpocząć.
Powiedzieć:
jest mi ciężko.
Drugi człowiek nie musi znać rozwiązania. Czasem wystarczy, że nie uciekł, nie wyśmiał, nie zaczął wygłaszać wykładu.
Czasami wystarczy, że został.
Ciekawość też nas odżywia
A potem odkryłam jeszcze coś.
Człowiek potrzebuje nie tylko odpoczynku.
Potrzebuje ciekawości.
Potrzebuje chwili, kiedy widzi coś nieznanego i myśli:
O! A co to jest?
Dla jednego będzie to ogród.
Dla innego muzyka.
Dla kogoś język obcy, historia, film, książka albo komputer.
Dla mnie może to być nowy blog, WordPress, domena, stary film, zwierzę, którego historii jeszcze nie znam, albo pytanie, które nagle pojawiło się podczas rozmowy.
To nie jest strata czasu.
Ciekawość jest jednym ze sposobów, w jakie człowiek mówi życiu: jeszcze mnie obchodzisz.
I być może właśnie dlatego uczenie się daje mi tyle radości.
Nie muszę już mieć osiemnastu lat, żeby otwierać kolejne drzwi.
Świat nadal jest pełen drzwi.
Nasze małe Różyczki
Są również rzeczy, których znaczenia nie umiemy wyjaśnić.
Jakiś przedmiot.
Zdjęcie.
Zapach.
Miejsce.
Piosenka.
Zdanie wypowiedziane przed wieloma laty.
Pamięć o ludziach, którzy byli tutaj przed nami.
Czasami czegoś szukamy i sami właściwie nie wiemy, dlaczego tak bardzo chcemy to odnaleźć.
Może człowiek potrzebuje również takich rzeczy.
Nie wszystkiego trzeba rozumieć.
Nie wszystko trzeba natychmiast zamieniać w odpowiedź.
Czasami wystarczy poczuć to niewielkie drgnienie serca i wiedzieć:
to jest dla mnie ważne.

Nie zagłuszyć szeptu
Intuicja jest cicha.
Rzadko krzyczy.
Czasami jest tylko chwilą, jednym mgnieniem, niejasnym przekonaniem, że właśnie tędy powinnam pójść.
Żeby ją usłyszeć, trzeba jednak pozostawić w sobie trochę ciszy.
I może tutaj także ukrywa się wellness.
Nie w nieustannym ulepszaniu siebie.
Nie w kupowaniu kolejnych rzeczy, które według reklamy mają uczynić nas szczęśliwszymi.
Tylko w umiejętności skierowania uwagi do środka i zapytania:
czego ja naprawdę potrzebuję?
Czasami odpowiedzią będzie odpoczynek.
Czasami lekarz.
Czasami rozmowa.
Czasami samotność.
Czasami spacer.
A czasami zupełnie nowy pomysł, od którego nagle rosną człowiekowi skrzydła.
Mój wellness
Dlatego dzisiaj wellness oznacza dla mnie znacznie więcej niż zdrowe odżywianie.
To ciało, ale również umysł.
Zdrowie, ale również ciekawość.
Relacje, ale również granice.
Pamięć i przyszłość.
Odpoczynek i tworzenie.
Przyroda.
Kultura.
Uczenie się.
Bezpieczeństwo.
Prawo do słabości.
I prawo do zachwytu.
Wellness nie jest dla mnie obietnicą, że od tej pory będzie dobrze.
Jest czymś skromniejszym, ale być może prawdziwszym:
chcę pozostać blisko własnego życia.
Chcę słuchać swojego ciała, ale także swojego serca.
Chcę wiedzieć, kiedy potrzebuję drugiego człowieka, i pamiętać, że ten drugi człowiek nie musi nieść za mnie wszystkiego.
Chcę nadal się uczyć.
Nadal pytać.
Nadal się dziwić.
I kiedy pojawi się ten maleńki szept, który mówi:
chodź, tutaj jest jeszcze coś ciekawego
chcę być wystarczająco cicho, żeby go usłyszeć.
Bo może właśnie to jest mój wellness.
Nie obietnica idealnego życia.
Sztuka nieopuszczania własnego.
Objawienie niedzielnego poranka. 🌿


